Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 654 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NOWY NOWY NOWY

piątek, 16 marca 2012 18:08

www.withcigarette.blogspot.com

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szmata

czwartek, 02 lutego 2012 11:04

Nie było mnie tu trochę, ale to nie tak, że mnie nie było- bloog nie publikował moich notek, nie wiem czemu.
Przez ten cały czas nic sie nie działo. Siedziałam, uczyłam się do matury, odchudzałam się do studniówki i ogólnie prowadziłam żywot nerda. Ohh oczywiście żartuję. Przez cały ten czas nie robiłam nic, ale totalnie nic aby przygotować się do matury i jeszcze żądam miejsca na najlepszych uczelniach w kraju. Zajebista jestem, nie ma co. "Przejebałam" te wszystkie miesiące. Do studniówki schudłam 2 kilo? Ale to i tak progres, możecie pamiętać jak ważyłam 65,5kg teraz jest 58. Cóż ale odchudzać będę się dalej, bo źle się czuję w moim ciele. Ahh i przez cały ten czas przeszłam transformację z porządnej dziewczyny do ostatniej szmaty. Czemu? Mam hmm... dwóch chłopaków. I na dodatek wszyscy jesteśmy z jednej klasy, fajnie? A jak powiem, że żyję tak od listopada to też będzie tak fajnie? Przyszedł czas aby się zdecydować, a ja nie potrafię. Zazwyczaj to K. mnie irytował ale to on jest facetem z którym jestem kojarzona. A P. cóż "romans", chłopak który sprawiał zawsze, że czułam się bezpieczna. Ostatni tydzień jest pod znakiem zamiany miejsc, a ja? A ja się boję, bo nie wiem co mam zrobić. Boję się zranić jeszcze bardziej każdego z nich, boję sie co zrobi P.- bo już raz próbował zrobić sobie przezemnie coś złego. Może nie powinnam być z żadnym, ale nie wyobrażam sobie sytuacji gdy jestem sama. Z K. mam już przeszłość, jesteśmy razem 8 miesięcy. Łączy mnie z nim przyzwyczajenie, brak poczucia wstydu i poczucie zaufania, a z P. moge to wszystko stracić. I co jest też głupie? Trochę kieruję się wyglądem. K. wygląda tak jak zawsze chciałam aby wyglądał mój facet, a P. jest taki zwykły, jakich wiele- ale ma  w sobie to coś obok czego nie przejdę obojętnie. I co ja mam zrobić? K grzeczny, P niegrzeczny, każdy zrobiłby dla mnie wszystko, jednego oszukuję drugiego boję się zranić bardziej niż ranię go swoim widokiem z innym.  Kocham oby dwóch.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

06.11.11

środa, 09 listopada 2011 15:13

Napisane kilka dni temu

___________________________

06.11.11



TO JEST CZAS ZMIAN!



Teraz, kiedy dzień robi się coraz krótszy, kiedy ludzie stają się coraz bardziej nerwowi, kiedy już ostatnie liście spadają z drzew. To jest dobry moment na zmiany. Zaspałam jakieś dwa miesiące, niczym jakiś miś w gawrze. Dziś się otrząsnęłam z własnej głupoty. Lekkomyślności. Poddałam się za bardzo spontanicznym chwilom. Ale dziś, gdy nie oddalam się od butelki wody mineralnej na odległość większą niż metr zdaje sobie sprawę, że wolę wszystko zaplanować. Plan daje mi wiarę w samą siebie, doceniam wszystko co robie zamiast ubolewania nad własnymi słowami ktorych nigdy nie powinnam wypowiedzieć i napisać tylko po to by przez chwilę poczuć się dobrze bawiąc się czyimiś uczuciami. Ahh, zawsze to mną się bawiono, to ja byłam tą pomijaną, patrzącą w wieczorne niebo i zastanawiającą się "co by było gdyby?". Role się odwróciły, teraz to ludzie zabiegają o moje towarzystwo a ja zamiast wyciągnąć wnioski z własnego doświadczenia robiłam to samo, a nawet gorzej. Jednak nie chcę być zimną suką z wysoko podniesioną głową i mówiącą tylko 'więcej, więcej'. Nie jestem nią. Przecież to ja, I. W kolorowych butach nike, jeansach i wyciągniętym t-shircie. Nie mogę z dnia na dzień zostać tancerką w klubie go-go. Mój świat to wcale nie ulice Nowego Jorku, blask fleszy i prasa brukowa. To jest tylko pokój z dwiema różowymi ścianami i zasłoniętym oknem, nigdy czysty, nigdy nie urządzony do końca jakbym tego chciała. I mam starą wieżę stereo, wiesz? Jest już tak stara i brudna, że radio ledwo działa, o słuchaniu płyt już nie wspomnę. Ale lubię ją, i jej nie wyczyszczę. Miały być zmiany, ale czy zmianą można nazwać powrót do przeszłości? Wieża pozostanie brudna i nie działająca.


Zrobione jakiś czas temu


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Proszę...

niedziela, 23 października 2011 15:24

Niech ktoś napisze jutro za mnie sprawdzian z potęg

PROSZĘ


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dyrdymały po miesiącu

wtorek, 20 września 2011 0:09

Aktualnie jest godzina 23:40 czasu środkowoeuropejskiego. Zapraszamy na pierwszy post od ponad miesiąca.

<magiczny dzwięk mający coś wspólnego z zegarem>

Dobry wieczór. Prawdę powiedziawszy zbieram się z tym postem od 3 tygodni. Raz nawet napisałam kilka wspaniałych słów które mój magiczny sprzęt pozwolił sobie skasować. Streszczę więc, że jestem szczęśliwa. Cholernie szczęśliwa. No dobra, nie w pełni, nie w każdym aspekcie ale generalnie jest na plus. Jestem kochana i kocham(?) dlatego tak działa. Ahhh ten mechanizm napędzany fenyloetyloaminą. Właściwie to żyję w tym stanie od czerwca i nie miałam jakiegoś powazniejszego doła jakie zdarzało mi się łapać. Przytyłam niestety. Z 59 na 61- czekam aż zwolni się miejsce na areobik'u, zaniedbuję bieganie i znów jem kolację. Zmienię to, wystarczy, że spadnie deszcz i nie będe się mieć czym zająć i znów zacznę nad tym myśleć. Ale połączmy to- figurę i miłość. Zauważyłam bardzo ciekawe zjawisko. Zanim byłam szczęśliwie zakochana (ahh nie wyobrażam sobie znów bez tego żyć), straszliwie, ale to okropnie przejmowałam się sobą, wpadałam w beznadziejne dołki, bywało źle. A teraz znów jestem soba z przed kilku lat (a może jestem inna). Nieważne, chodzi mi o sam fakt, że jestem w pełni dowartościowana (przez co też jestem jeszcze bardziej leniwa). Wniosek: posiadanie kogoś kochanego dowartościowuje.

Mamy wrzesień. Dla mnie to ostatni rok obowiązkowej edukacji. Klasa maturalna. Tak bardzo chcę być znów dzieckiem, wiecie? Nie stać przed wyborem studiów, przedmiotów...zwłaszcza gdy nie mam tego czego chcę. A czego chcę? Chcę historii, bo chodze do jakiegoś beznadziejnego głupiego dziwnego zjebanego liceum w którym nie utworzył się fakultet z historii. Głupota, ale niestety prawdziwa. Uczę się więc geografii i WOS'u. Geografię kocham, WOS lubie. I teraz co by tu zrobić aby dostać się na prawo? Pewnie iść na korepetycje z historii. Nie uznałam to za najlepszy pomysł, 1-2 godziny tygodniowo to za mało a na więcej nie chciałabym naciągac rodziców. Tak więc pozostaje pisać ten WOS i geografię. I tu uśmiecha się do mnie moja uczelnia marzeń (UW- kocham Cię). Historia nie jest wymagana, i mam szansę dostać się z WOS'em i geografią (pod warunkiem), że napiszę wszystko w rozszerzeniu. Z geografią nie widzę problemu, z WOS'em już bardziej bo sprawia mi trudności, nawet w podstawie. Ale damy rade, bo to jest dobry czas i wszystko się uda. Lalalala

I w sumie to chciałam na pisac o czymś jeszcze ale musi złapać mnie wena, bo słowa mi się dziś nie kleją. Kiedy indziej

Dobranoc, idę spać.

 

http://www.formspring.me/withcigarette


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

ja ja ja ja

wtorek, 16 sierpnia 2011 13:45

Nawet nie bardzo wiem jak zacząć. Trochę wyszłam z wprawy w pisaniu czegokolwiek ale mam nadzieję, że podołam w wyrzucaniu z siebie tych wszystkich słów. Mamy sierpień, lato którego praktycznie nie było mamy już za sobą- przynajmniej w moim odczuciu. Planowałam w te wakacje zrobić 2 miliony różnych rzeczy począwszy od dalszego odchudzania do nauki a historia kończy się tak, że przytyłam(ważę obecnie 60,3 kg) a do książek nawet nie zajrzałam. Mało śpię w domu, ciągle za miastem z dziewczynami robimy z siebie bei. W górach byłam raz i pojechałam tam tylko dlatego, że ojciec miał tam wyścig...ahh cóż to były za wędrówki- przeszłam aż 10 metrów z pensjonatu do samochodu, na szlak nie dało rady wyjść, widoczność 20-30 metrów, deszcz. Mam misję na ten tydzień ale nie chcę zapeszać więc nie będę o tym mówić, ale i tak wątpię że to wyjdzie, to by było za dobre.  Zdjęć też mi się nie chce robić...albo inaczej chcę ale cokolwiek zrobie wydaje mi się takie płytkie i słabe, że załamka. Dodatkowo dobijają mnie dzieciaki obnoszące się z lustrzanką, wstawiające jeszcze gorsze zdjęcia na photoblogi i uważające się za super. Może i mogłabym je zagiąć swoim geniuszem, ale skoro mi się to nie podoba to po co? Niech się jarają, każdy potrzebuje swojego osobistego szczęścia. Swoją drogą wszyscy ostatnio są szczęśliwi tylko nie ja. Ogólnie ogarniam jakieś chore problemy o których jak czasem pomyślę to chce mi się uderzyć głową o ścianę. No bo kto normalny ma problem z tym, żeby iść na impreze z własnym chłopakiem do jego znajomych? Ja na przykład mam. Nie wiem jak to jest. Nigdy nie miałam jakiegoś lęku przed ludzmi, ba traktowałam wszystkich jak jakieś nędzne szumowiny i byłam miła dla wybranych a teraz sama siebie traktuję jak ową szumowinę, nie wartą uwagi nikogo. Bo może tak jest? Może przez jakiś czas się staczałam i staczałam aż wreszcie zostałam grubą idiotką, bez ambicji i chęci do działania? Gdzie się podziałam JA-KREATYWNA?! "Ludzie się zmieniają" ale czy oni tego chcą? Czy ja chciałam się zmienić? Chyba nie, nie wydaje mi się, przynajmniej jeśli chodzi o charakter. Odpowiadało mi to, że miałam dystans do samej siebie, nie słuchałam osób trzecich a teraz bolą mnie słowa nawet nie skierowane do mnie. No i o co chodzi?
Czasem potrzebuję rozmowy, szkoda tylko, że nikt nie potrafi być ze mną szczery.

 

http://www.formspring.me/withcigarette


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Więcej zdjęć niż treści

sobota, 16 lipca 2011 16:33

Chyba zamykam się w sobie. Pogoda ma taki wpływ na mój humor, raz słońce, raz deszcz. Niech już będzie całkowicie letnio, tak abym w swoim zwyczaju mogła głośno zaklnąć i dodać jak ja nienawidzę lata i obnosić się ze swoim bladym ciałem.  A jednak zazdrość mnie zżeraa gdy patrzę na opalone nogi dziewczyn, które dzięki brązowemu odcieniowi stają się optycznie dłuższe. Znów rozwodzę się nad swoim ciałem, źle się w nim czuję. Patrzę w lustro...nie właściwie staram się tam nie patrzeć. Nie mogę znieść mojej cery, moich włosów, ud i brzucha! A wiele osób dałoby dużo aby wyglądać jak ja. Być może, ale ja nie chcę. Od jutra biorę się za siebie, konsekwentnie. Nie od dziś. Dziś wieczorem osiemnastka. Grill. Muszę znaleźć jakąś bluzę. I kurtke, może padać. A we wtorek plener fotograficzny. Bieszczady. Denerwuję się, bo kupiłam nowy obiektyw tydzień temu a on mi jeszcze nie doszedł i obawiam się, że nie dojdzie a poniedziałek to ostatni dzień. A jechać w plener bez obiektywu to tak średnio. Wracam do fotografii, nie wiem czy to dobrze dla ogółu ale dla mnie jak najbardziej. Znów zostanę tylko ja i sztuka. Tęskniłam za tym. Za dzwiękiem migawki, za chropowatością korpusu, za chwyceniem chwili. W środę chwytałam chwile...byłam w stolicy ze znajomymi. Lubie te zdjęcia, a jeszcze bardziej wspomnienia mimo że świeże. Dodam kika, może nawet się pokażę, przemyślę to aczkolwiek z moją obecną figurą wolałabym nie.
K. wyjechał na 2 tygodnie na wakacje. Nie wiedziałam, że będę tęsknić po 2 dniach. Daje radę, to tylko wakacje, nie koniec świata ale dziwnie tak gdy nie zapala mi się w dolnym, prawym rogu ekranu obszar "K. przesyła wiadomość" ani jak nikt nawet na siłę nie wyciąga mnie z domu. Ale dobrze, bo Bieszczady, później Tatry...
Ahhh wesele było wspaniałe...cofnęłabym czas...miałam świetne nogi:D

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Wakacyjny nieogar

poniedziałek, 27 czerwca 2011 13:20

Dopadł mnie wakacyjny nieogar. Urocze, prawda? Tak w ogóle nie odczuwam tego, że już są wakacje, może to dlatego, że ze szkołą skończyłam już 2 tygodnie temu. Właściwie to nie odróżniam dni tygodnia, godzin nie liczę, brak mi obowiązków i misji do wykonania. No dobra, wciąż staram się schudnąć, ale idzie mi to średnio. Biegam i właściwie tyle robię. Teoretyznie jem mniej ale jak się spotkam z dziewczynami na wspólną noc pod miastem(co zajmuje mi ok. 5 nocy tygodniowo) to nie liczę zjedzonych chipsów, ciastek i browarów. Ale i tak jest lepiej, ważę 59 kg, a pamiętam jak kiedyś tu pisałam, że ważę 64 więc jakieś tam małe efekty są, szkoda tylko, że po mnie nie widać, choć spodnie zmieniły rozmiar na 38. Uważam to za osobisty sukces.
Długo nie pisałam, przepraszam. Czasem brakuje weny, chęci i czasu. Działo się, nie powiem. W sobotę tydzień temu P. robił osiemnastkę (swoją drogą to dziś kończy te 18-ście lat, Wszystkiego najlepszego:*) i "trochę" zabalowałam, ale nigdy nie zapomnę tej imprezy. I mimo że byłam pijana jak...[brak porównań] pamiętam całą imprezę, a szczególnie moment próby ucieczki przed policją. Siedziałam po turecku pod płotem w okolicach właśnych (sami wiecie czego) gdy pod lokal podjechał radiowóz. Podciągnęłam się więc, wstałam, zrobiłam 2 kroki, zatoczyłam się i już siedziałam na tyłku. I tak 3 razy. Niewiadomo skąd pojawili się jednak przyjaciele i zabrali mnie w inne/bezpieczne miejsce. Głupio tylko, że spisali solenizanta ale bywa, to nie ja robiłam w końcu nagą milę przez miasto. A najlepiej wspominać będę tą ciemną kuchnię z 6 kuchenkami gazowymi, twardą ławkę pod ścianą, jego ramie obejmujące moje zziębnięte ciało. Cisza. To było takie błogie, takie ciepłe. Mało mówiliśmy, nic też nie robiliśmy. Byliśmy tam, po prostu. Po tym wszystkim. Teraz widujemy się dość często. Lubie to, jak spędzamy czas, jak rozmawiamy zupełnie jakbyśmy się znali dłużej niż te 2 lata. Właściwie to jest dziwne. Zasadniczo ominęliśmy etap flirtów i nieśmiałego zbliżania się do siebie. Spotykamy się, nie jesteśmy parą. Ale jest mi dobrze.
W sobotę kolejna impreza- wesele mojej własnej, osobistej siostry. Wszyscy chodzą wkurzeni, wiadomo stres. A dla mnie wszystko skończyło by się dobrze gdyby nie to, że jestem świadkiem i wszyscy nagle się mną interesują. Kupiłam sobie wspaniałą (jak dla mnie) sukienkę w Zarze. Kolor Ecru, pokryta koronką ale wszyscy uznali, że jest za krótka (do połowy uda) jak do kościoła i nie mam siły się już z nimi kłócić i ustąpiłam tzn. w kościele będę ubrana w sukienkę do kolan a zaraz później zmieniam na mój ideał. Mam też problem z K. bo przytył i garnitur na niego nie pasuje, i coś widzę, że wcale mu się nie chce kupować nowego. Boli mnie ta impreza, serio.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jest dobrze. Dobrze. Dobrze

niedziela, 12 czerwca 2011 10:53

Jeżeli nic nie piszę, to wiedz, że coś się dzieje.

DOBRZE SIĘ DZIEJE

!!!

-zdałam z matmy

-coś tam mnie uskrzydla

-coś tam piję

i obiecuję, że napiszę coś z sensem w najbliższym czasie bo póki co jestem na tyle szczęśliwa, że słowa cisnące się na klawiaturę nie mieszczą sie, jest ich tak niesamowicie dużo.

Wyprawa Grześ-Rakoń-Wołowiec(i tylko Tatr mi brakuje)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Uskrzydliło mnie. Cholernie. Na chwilę.

środa, 01 czerwca 2011 19:56

Mam wrażenie, że nie powinnam stawać przed lustrem. Zdecydowanie nie. I nie chodzi tu o to czy rozmazałam tusz czy wyskoczyła mi jakaś nowa krosta. Moje oczy. Chyba już nie spojrzę w ten lazurowy błękit własnych oczu. Chyba byłam głupia godząc się na ten rower, ale wiedziałam jak mogło by się to skończyć, ale na chwilę mnie to uskrzydliło. Cholernie. Na początku prowokacyjne zaczepki, później rączki, szyja...w umyśle unikałam go jak ognia, w rzeczywistości poddałam mu się jak mała dziewczynka. Ale czy nie tego chciałam? Chciałam, ale chce też spojrzeć sobie w oczy, mimo że mnie to uskrzydla. Cholernie. Pocałował, nawet nie wiem kiedy. Ale nie delikatnie, bez zbędnych subtelności a było w tym jakieś pożądanie. Unikałam tego dwie godziny i nagle stało się, ot tak!  Nagle, nie trwało to długo wrócił mi rozum do głowy. Albo może nie.
-Nie możemy...
-Możemy.
I tylko te ramiona. I te perfumy. I znów to samo. Poddawałam się i zatrzymywałam wszystko. Jakie to idiotyczne.
Nie wytrzymałam, powiedziałam wszystko o klasie, o przyjaźni. Chciałam tego, ale wciąż idiotycznie się poddawałam. Ale to mnie uskrzydlało. Cholernie.
I nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czy ja byłam tak beznadziejna? Tak, musiałam być. Moment zaskoczenia. Czy i jak spojrzymy sobie jutro w oczy? I czy powie o tym swojemu przyjacielowi? Im mniej ludzi wie tym lepiej. Zwłaszcza ludzi potrafiących plotkować.
Jej nie zamierzam narazie powiedzieć. Ale nie wiem czy wytrzymam. Dam sobie miesiąc. Chyba, że potrzebna będzie szybsza interwencja.
Yessu, jaka ja jestem...już brakuje mi słów. Ale to mnie uskrzydliło. Cholernie. Na chwilę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

poniedziałek, 16 października 2017

Licznik odwiedzin:  9 844  

Datomierz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ulubione strony

O mnie

"Wierz mi, to jest najlepszy sposób, żeby ukryć strach. Być taką, hej, do przodu.
Żeby nikt się nie domyślił."

BLOG PRZENIESIONY NA withcigarette.blogspot.com

Statystyki

Odwiedziny: 9844

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl